Gra o tron Tom 1: Recenzja

Wiele lat po zakończeniu emisji serialu, zainteresowanie uniwersum Martina nie słabnie. Czy to za sprawą niedokończonych Wichrów Zimy, czy kolejnych produkcji inspirowanych serialem. Jeśli jednak do tej pory, tak jak ja, nie nadrobiliście książkowego pierwowzoru, przed Wami recenzja Gra o tron Tom 1!
Serial versus powieść
Serial wyprodukowany przez HBO na podstawie książek George’a R. R. Martina zna praktycznie każdy. Nie chodzi o to, że każdy z nas go oglądał, ale że przed szaleństwem zwanym Gra o tron nie sposób było uciec. Co tydzień o kolejnym odcinku mówiono głośno i otwarcie, nie zważając na spoilery – w końcu ktoś, kto wchodzi na Facebooka bez uprzedniego nadrobienia zaległości, sam się o to prosił.
Tak więc nigdy nie oglądając ani jednego odcinka, dzięki znajomym ze studiów, byłam na bieżąco ze wszystkimi ploteczkami z Siedmiu Królestw. Właściwie to czy tego chciałam, czy nie.
W tym samym czasie moja najlepsza koleżanka z roku nieustannie próbowała mnie namawiać na obejrzenie serialu. Plan spalił na panewce, ponieważ wystarczyło mi kilka minut z Joffreyem i roznegliżowanych kadrów, żeby uznać, że mimo mojej miłości do średniowiecznego fantasy, nie jest to serial dla mnie. Pozostałam więc w swej hipsterskiej banieczce nieoglądacza, jednocześnie znając wszystkie kluczowe postaci uniwersum.
Co innego książka… Otóż na jednym z nudniejszych wykładów, kolega zaczytywał się w jakiejś książce na swoim czytniku e-booków. Podpytując co go tak wciągnęło, podsunął mi swojego Kindle’a, powiedział, że to Pieśń Lodu i Ognia, i że serdecznie poleca. Korzystając z okazji oraz zachęty, przeczytałam pierwszy rozdział, nie łącząc faktu sagi z serialem. I… poczułam się zaintrygowana. Jednak wykład dobiegł końca, trzeba było wychodzić, a temat lektury zawisł w powietrzu na wiele, wiele lat.
Niemniej dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zysk i s-ka, moja przygoda z lekturą doczekała się kontynuacji. Sięgnęłam bowiem po Gra o tron Pieśń Lodu i Ognia Tom 1 i mogłam wreszcie zaspokoić swoją ciekawość.
Gra o tron Tom 1: Recenzja
Dlaczego serialowa adaptacja sagi nie była dla mnie atrakcyjna, w przeciwieństwie do książki? Głównie z powodu ogromu seksualizacji i przemocy, którego doświadczałam na ekranie. Nie zrozumcie mnie źle, książka również nie jest wolna od brutalności i perwersji. Jednak czytając coś na papierze, to mój umysł podsuwa mi obrazy korespondujące z tekstem, a ten chroni mnie raczej przed treściami przekraczającymi moje poczucie komfortu i bezpieczeństwa, nawet pochłaniając treści z kategorii gore.
Dlatego też sięgnięcie po książkę było dla mnie lepszą decyzją, niż próba nadrabiania serialowych zaległości. Nie będzie to więc kinomańska polecajka dla wrażliwców takich jak ja. Ostatecznie przyjaciółka z lat studenckich po latach wyznała mi, że w pewnym momencie poziom przemocy w serialu pokonał i ją. Tak więc po jednej z brutalniejszych scen gwałtu, również i ona zrezygnowała z oglądania.
Osobiście wolę, kiedy fabuła broni się sama, bez przesadnej ekspozycji na faktor szoku, a takie wrażenie sprawiła na mnie produkcja HBO. Książka zaś rozbawiła mnie celnymi i sarkastycznymi puentami Tyriona, wzbudziła ciepło i współczucie do postaci Daenerys, kibicując jej w uwolnieniu pełnego potencjału gniewu i żalu, ale i odrzucała wątkami kazirodczymi, czy opisami bezdusznej przemocy.
Świat zbudowany przez Martina zaciekawił mnie zarówno wątkami magicznymi, jak i skomplikowaną siatką koneksji i intryg, jakie towarzyszą walce o Żelazny Tron. Chociaż wciąż powieści tak bardzo nasycone wszelkiego rodzaju przemocą, która nie daje nam wytchnienia nawet na chwilę, nie są w kanonie moich ulubieńców, z ulgą przyjęłam, że jednak pochłanianie powieści w oryginale, daje mi o wiele większą przyjemność niż oglądanie fabuły na ekranie.
Dla kogo jest cykl Pieśń Lodu i Ognia?
Zdecydowanie Pieśń Lodu i Ognia to saga dla dojrzalszych Czytelników. Znajdziemy tutaj wszystkie mroki ludzkiej natury wyolbrzymione momentami do gargantuicznych rozmiarów, skomplikowaną intrygę, decyzje podjęte na podstawie zimnej kalkulacji lub kute w gorącym afekcie. Będzie się działo dużo, jednak przyjęcie zasady prowadzenia każdego rozdziału z punktu widzenia innego bohatera, zdecydowanie pomoże lepiej zrozumieć punkt widzenia każdej postaci.
Nie jest to cykl dla osób, które trudno znoszą rozstania z bohaterami. Trup słać się tu będzie gęsto, nawet wśród ważnych postaci, a los będzie niejednokrotnie bardzo niesprawiedliwy dla żyjących. Jednak zdecydowanie to, czego nie mogę powiedzieć o książce, to to, że cyklu absolutnie nie możemy nazwać nudnym. Rollercoaster emocji i liczne rozbudowane postaci są tym, za co tak wielu Czytelników i Serialomaniaków kocha opowieść o Żelaznym Tronie.
Jeśli jesteście również fanami gatunku romantasy, będzie to również coś, co może przypaść Wam do gustu. Jeśli cokolwiek otworzyło bowiem temu gatunkowi drzwi na oścież do większego grona odbiorców, z pewnością była to Gra o tron. Nie spodziewajcie się jednak zbyt wielu wzruszających opowieści o miłości, czy i żyli długo i szczęśliwie. Nie każde bowiem uczucie będzie przez Was usprawiedliwiane, niemniej z pewnością nie zostawi Was beznamiętnymi. Jeśli więc szukacie fabuły dla kogoś o mocnych nerwach – saga ta będzie strzałem w dziesiątkę!
Tak więc jeśli zastanawiacie się nad lekturą zamiast serialu, lub serial macie dawno za sobą, ale tęsknicie za przygodą rodem z Siedmiu Krain, Gra o tron Tom 1 w twardej oprawie znajdziecie tutaj.
Ania ocenia:
-
8/10
-
8/10
-
10/10
-
6/10
Fragment recenzji
Osobiście wolę, kiedy fabuła broni się sama, bez przesadnej ekspozycji na faktor szoku, a takie wrażenie sprawiła na mnie produkcja HBO. Książka zaś rozbawiła mnie celnymi i sarkastycznymi puentami Tyriona, wzbudziła ciepło i współczucie do postaci Daenerys, kibicując jej w uwolnieniu pełnego potencjału gniewu i żalu, ale i odrzucała wątkami kazirodczymi, czy opisami bezdusznej przemocy.
Świat zbudowany przez Martina zaciekawił mnie zarówno wątkami magicznymi, jak i skomplikowaną siatką koneksji i intryg, jakie towarzyszą walce o Żelazny Tron. Chociaż wciąż powieści tak bardzo nasycone wszelkiego rodzaju przemocą, która nie daje nam wytchnienia nawet na chwilę, nie są w kanonie moich ulubieńców, z ulgą przyjęłam, że jednak pochłanianie powieści w oryginale, daje mi o wiele większą przyjemność niż oglądanie fabuły na ekranie.